Izba, którą wskazał jej Oliver, pachniała drewnem i sosnowymi igiełkami. Wszystko w tym pokoju było takie proste i estetyczne. Łóżko, szafa i stolik. Na oknie stała doniczka z zeschniętą roślinką. Na środku leżał starty dywan. Ostrożnie zbliżyła się do komody. Podłoga niemiłosiernie skrzypiała. Otworzyła niemniej skrzypiące drzwi szafy. Wyjęła z niej starannie poskładaną kraciastą koszulę i ciemne spodnie. Przewiesiła brudny strój przez oparcie łóżka i wślizgnęła się w miękkie ubranie. Pachniało wiórkami drewna. Była trochę za duża, tak samo jak spodnie, tylko, że one były także szorstkie i niemiłe w dotyku. Usłyszała krople deszczu uderzające w dach domku. Skrzywiła się na myśl podróżowania w tej pogodzie. Przypomniała sobie widok bestii, wzdrygnęła.
Wyszła z izby rozglądając się czujnie po pomieszczeniu. Oliver siedział na taborecie, oparty plecami o drewnianą ścianę. Znudzony wpatrywał się w kawałek drewienka, strugał je delikatnymi ruchami. Podeszła bliżej niego, szybko schował rzeźbę w zamkniętych dłoniach.
- Jesteś głodna?
- Trochę.
- Tam - wskazał palcem na kąt pokoju z wieloma półkami - powinny być jakieś pozostałości po posiłku, na półce jest woda i kilka liści ziół, zaparz sobie.
Sama miała sobie zaparzyć ... sama przygotować i jeszcze jeść po nim?
Ociężałymi ruchami podeszła do wskazanego miejsca i zaczęła się krzątać z lekkim zakłopotaniem przy naczyniach. Trochę mięsa, jakaś papka, słoik wody. Ogromne zapasy. Pokręciła głową. Zerknęła po kryjomu na Olivera. Nadal skrobał w drewienku. Rzeźba nic nie przypominała swoim kształtem. Nawet na nią nie zerknął. Taki ... nieobecny był.
- Nie mam na czym podgrzać wody - powiedziała do niego przerywając ciszę.
Położył na stole drewienko, wstał z krzesła i bez słowa wyszedł z chaty. Gertrude upewniwszy się, że jest poza domem, obejrzała z bliska rzeźbę.
Jaskółka?!
Podeszła z powrotem do naczyń. Sprawdziła zawartość słoiczka zatkniętego chusteczką. Pachniało potwornie. Ulotnił się z naczynia niebieskawy dym. Wystraszyła się i szybko odłożyła to na miejsce.
Oliver wszedł do chaty niosąc kilka klocków drewna. Zdążył nieźle zmoknąć. Brązowe włosy przykleiły mu się do twarzy, ręce błyszczały od deszczu. Rzucił jej podejrzane spojrzenie. Włożył kawałki drewna do małego kominka, potarł o siebie dwa krzemienie. Ogień trzasnął i w chatce momentalnie się ociepliło. Gertrude kucnęła przy kominku wyciągając do ognia zimne dłonie. Oliver z powrotem usiadł na krześle i ponowił dłubanie w drewienku. Gertrude wywróciła oczami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzięki za komentarze! ;D
To dla nas ważne byście też oceniali nasze posty! ;)