niedziela, 11 grudnia 2011

Część 7 - "Układ"

Po niedługim czasie dziewczyna piła zaparzone zioła. Miały gorzki i w gruncie rzeczy nieprzyjemny smak, ale znośny i doskonale gaszący pragnienie. Oliver wciąż strugał drewnianą jaskółkę.
- Dokąd właściwie się wybierasz? - zapytał, zerkając na skuloną na podłodze Gertrude. Ona rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie.
- Jeszcze czego? - fuknęła.
- Masz wobec mnie dług. Zapomniałaś już kto zabił tą bestię? - uśmiechnął się triumfalnie.
- Sama dałabym sobie radę.
- Oczywiście.
- Wątpisz w to?!
- Ja tylko przypominam, że gdy moje strzały przebijały cielsko tego stwora to ty mdlałaś.
- Coś ci się przyśniło! - dziewczyna miała bardzo poważny wyraz twarzy i zmarszczone brwi.
- Musisz mi odpowiedzieć, jeśli chcesz odzyskać sztylet. - Oliver wstawszy, podszedł do dziewczyny i usadowił się tuż przed nią, krzyżując nogi. Gertude cofnęła się nieco.
- Idę do babci...
- Kłamiesz.
- Nie.
- Wiem, że tak. Jesteś za stara na to, by mieć babcię.
- Tak ci się wydaje?
- Tak.
- To jak sądzisz ile lat ma moja babcia?
- Nie ma w ogóle, ponieważ nie idziesz do babci.
Twarz Gertrude wyrażała lekkie zmieszanie. Ja? Czerwony Kapturek, najsławniejszy złodziej Linnvaros, nie potrafię skłamać?
- No dobrze... - zgodziła się. - Powiem dokąd idę, jeśli ty też odpowiesz na moje pytanie.
- Proszę pytaj. - powiedział bez wahania Oliver.
- Co jest w słoiczku przykrytym chusteczką? - głową wskazała położenie naczynia.
- Ruszałaś moje rzeczy? - mężczyzna gwałtownie stracił pewność. Ironiczny uśmiech zniknął z jego twarzy, za to pojawił się u Gertrude.
- Wiedziałam, że to coś niezwykłego! Co to?
- Zapomnij, kobieto! - odparł Oliver, wstając i szybko chowając wszystkie naczynia do szafki. Dziewczyna przyjrzała się jego raptownym poczynaniom. Teraz przewaga była po jej stronie. Uśmiechała się, jeden kącik ust unosząc wyżej.
- Więc co jest w tym słoiku?
Oliver wziął głęboki wdech, tak jakby chciał się opanować. Znów zrobił się pewny siebie.
- Magiczna mikstura... - oświadczył.
- Co? - Gertrude otworzyła oczy szeroko ze zdziwienia.
- Dostałem go od pewnej staruszki rok temu. Sprawia, że moje strzały mają większy zasięg i moc. - wyjaśnił. W odpowiedzi usłyszał kaszel krztuszącej się  dziewczyny.
- To... - spróbowała coś powiedzieć. Miała nadzieję, że Oliver zaprowadzi ją do czarownicy.
- Hej! Teraz twoja kolej. - upomniał się mężczyzna.
- Pomożesz mi.
- Już to zrobiłem.
- Wiem, ale ja chcę, żebyś poszedł ze mną.
- Że co proszę?!
- Posłuchaj, dostałeś to coś od staruszki... - zaczęła, podnosząc się z miejsca i podchodząc do Olivera. - Do tej staruszki... czarownicy się wybieram. Potrzebuję kogoś, kto wie gdzie ona mieszka. I ty jesteś tym kimś.
- Stoi! - zgodził się z uśmiechem. - Proszę... - wyciągnął w stronę Gertrudę dłoń, trzymającą sztylet. Kobieta natychmiast go odebrała.
- Świetnie. Jak tylko wyschnie moje ubranie, ruszamy.
- Mogę dać ci swój płaszcz.
Gertrude zmierzyła mężczyznę lodowatym wzrokiem.
- Nigdy. - zaprzeczyła. - Idę w swoim czerwonym płaszczu.
- Jak sobie chcesz...

Znów usiedli na swoich miejscach. Ona skuliła się na podłodze, on na krześle pod ścianą, tym razem jednak nie strugając żadnego drewienka.
- Czym się tu zajmujesz, Oliverze? - zapytała ciepło Gertrude.
- Jestem leśniczym. Pilnuję porządku w tym lesie... Dlatego mieszkam tutaj. A ty kim jesteś?
Zawahała się chwilę.
- Kobietą. - odparła mimowolnie. Oliver zaśmiał się pobłażliwie.
- To widzę, Gertrudo.
- Więc po co pytasz? - dziewczyna zachowała taki wyraz twarzy, jakby jej odpowiedź nie była ani trochę dziwna i niespodziewana.
- Miałem na myśli to samo, co ty. Czym się zajmujesz?
- Różnymi rzeczami.
- A konkretniej?
- Niczym ciekawym.
- No dobrze. Nie mów. - Oliver był rozbawiony oporem dziewczyny. - Ale, co by to nie było, nie umiesz radzić sobie w stresowych sytuacjach. Takich, jak tamta w lesie.
- Przesadziłeś! - oburzyła się Gertrude. Doskonale przecież radziła sobie podczas wszystkich włamań, kiedy musiała walczyć ze strażnikami i wymykać się po cichu. W jej oczach zapłonęły iskierki. - Sugerujesz, że jesteś ode mnie lepszy w walce?
- Nie sugeruję. Wiem.
- Pożałujesz tego... - szepnęła, gniewnie podnosząc się z ziemi i rzucając na mężczyznę. Wyciągnęła sztylet i uderzyła. Oliver zrobił unik, więc ostrze przebiło tylko obicie krzesła. Zaśmiał się, samemu wyciągając podobną broń. Jego ruchy były błyskawiczne. Podobnie jak ruchy dziewczyny. Rozbrzmiał szczęk uderzającej się o siebie stali. Gertrude chwyciła jedną ręką jego nadgarstek, drugą próbując ugodzić go w brzuch. Przewróciła się przez kopnięcie Olivera, upuszczając sztylet.
- Chcesz się poddać? - zapytał drwiąco Oliver.
- Nigdy w życiu!
Bójka sprowadziła się do zwykłych przepychanek. Oliver przycisnął dziewczynę do drzwi chatki. Ona chcąc wytrącić go z równowagi nacisnęła łokciem klamkę. Oboje wypadli na zewnątrz, robiąc wielki plusk, wypadłszy na mokrą ziemię. Znowu byli mokrzy i brudni od błota. Przeturlali się po trawie. Deszcz wciąż padał.
- Skończ się opierać! - nakazał mężczyzna i jeszcze raz się przetoczył. Przytrzymał jej nadgarstki przy ziemi, leżąc jej na brzuchu.
Bójka ustała. Oboje leżeli bez ruchu, oddychając ciężko i głęboko.
- Złaź... - szepnęła Gertrude, nie odrywając wzroku od oczu Olivera. On odetchnął, spuszczając głowę i przewracając się na plecy. Deszcz padał obojgu na twarz.
- Muszę przyznać... - zaczął mężczyzna. - Nie jesteś najgorsza... - odwrócił głowę w jej stronę. Nie odezwała się ani słowem. Po prostu wstała i podchodząc do mężczyzny, pomogła mu wstać.
- Kim ty jesteś? - zapytał. Dziewczyna roześmiała się serdecznie.
- Złodziejem!
Trudno opisać twarz Olivera w tamtej chwili. Był na poły zdziwiony, na poły zafascynowany. Przyglądał się delikatnej istotce, jaką była Gertrude.
- Co się gapisz? - rzuciła kobieta. - Znowu musimy się suszyć.
Wrócili do chatki. Każde było pod wrażeniem tego drugiego
- Wyruszymy jutro.
- Wedle naszego układu.

3 komentarze:

  1. mhmm... tylko dlaczego Oliver tak szybko się zgodził? Przecież nic tym nie zyskał, Gertrude nie zaproponowała mu niczego co mogłoby przynieść mu korzyść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że widział w tej podróży inną korzyść niż tą, która mogła być zaproponowana przez Gertrude. Może wie coś, albo ma konkretny cel. :)
      To się okaże, gdy napiszemy z Dagą dalsze części...

      Usuń

Dzięki za komentarze! ;D
To dla nas ważne byście też oceniali nasze posty! ;)