Świtało. Oliver przewiesił przez ramię torbę, do której ostrożnie włożył słoiczki zawinięte w szmatkę, i zamknął drzwi chatki na klucz.
Gertrude rozglądała się niepewnie po śpiącym lesie, chmury znowu przysłoniły nikłe promienie słoneczne i zrobiło się bardzo ciemno. Zapowiadał się deszczowy dzień. Dziewczyna naciągnęła na siebie mocniej czerwony płaszcz.
- W którą stronę? - zapytała nieśmiało mężczyznę.
- Na zachód - powiedział zdecydowanym głosem.
Para zniknęła między szarymi drzewami. Korony drzew szumiały głośno targane przez zimny, wiosenny wiatr. Uderzał w wędrowców mocno, łechtając ostrym oddechem ich zaczerwienione twarze. Dźwięki lasu mieszały się z odgłosem obijanych o siebie szklanych słoiczków z tajemniczą zawartością.
Do nozdrzy Gertrude doszedł zapach mokrego futra. Na wspomnienie potwora, który ostatnio w tym lesie ją zaatakował, wzdrygnęła lekko i zwolniła kroku czujnie oglądając przestrzeń wokół siebie.
- W tej części lasu nie ma ich, aż tak dużo. Nie masz się czego bać. - powiedział Oliver nie odwracając się nawet do niej. Ciągle brnął przed siebie.
- A co to było za stworzenie?
- Ludzie nazywają go Strachem Lasu, ale tak naprawdę jest to grytewel. Sympatyczna nazwa, nieprawdaż? - zaśmiał się.
- Tak, bardzo sympatyczna - mruknęła.
- W którą stronę? - zapytała nieśmiało mężczyznę.
- Na zachód - powiedział zdecydowanym głosem.
Para zniknęła między szarymi drzewami. Korony drzew szumiały głośno targane przez zimny, wiosenny wiatr. Uderzał w wędrowców mocno, łechtając ostrym oddechem ich zaczerwienione twarze. Dźwięki lasu mieszały się z odgłosem obijanych o siebie szklanych słoiczków z tajemniczą zawartością.
Do nozdrzy Gertrude doszedł zapach mokrego futra. Na wspomnienie potwora, który ostatnio w tym lesie ją zaatakował, wzdrygnęła lekko i zwolniła kroku czujnie oglądając przestrzeń wokół siebie.
- W tej części lasu nie ma ich, aż tak dużo. Nie masz się czego bać. - powiedział Oliver nie odwracając się nawet do niej. Ciągle brnął przed siebie.
- A co to było za stworzenie?
- Ludzie nazywają go Strachem Lasu, ale tak naprawdę jest to grytewel. Sympatyczna nazwa, nieprawdaż? - zaśmiał się.
- Tak, bardzo sympatyczna - mruknęła.
Szli w ciszy przez pewien okres czasu. Chatka babci znajdowała się kilka dni drogi stąd. Przez ten czas musiała wytrzymać nieprzyjemny dotyk zimnych kropel na skórze i strach przed leśnymi drapieżnikami. W miasteczku czuła się o wiele lepiej. Tam jedynymi drapieżnikami były straże patrolujące uliczki i szpiedzy. W mieście łatwiej było schronić się przed podejrzanymi spojrzeniami, chociażby w cieniu ulic.
Brakowało jej ulicznych lamp zamiast gwiazd, które i tak świeciły tak słabo, że w lesie panował wieczny półmrok.
Brakowało jej ulicznych lamp zamiast gwiazd, które i tak świeciły tak słabo, że w lesie panował wieczny półmrok.
dziękuję za komentarz ;)
OdpowiedzUsuńFajne. Czekam na następny rozdział. :)
OdpowiedzUsuń